sobota, 28 lutego 2015

BULION WARZYWNY - BARDZO MIŁE ZASKOCZENIE


Jakiś czas  temu jechałam po dzieci do szkoły, po drodze wpadłam na chwilę do Biedronki.  Nie pamiętam już po co, ale pamiętam, że miałam mało czasu i przez sklep niemalże przebiegłam. W pośpiechu potrąciłam półkę i na ziemi wylądowały dwa opakowania  bulionu.




Zielona puszeczka z pomarańczową pokrywką z napisem  Swiss Vegetable Bouillon. Odruchowo zerknęłam na skład. Tak tak od lat jestem maniaczką czytania etykiet J

Nie miałam złudzeń, kolejna propozycja naszpikowana "cudownymi" składnikami, na czele z glutaminianem sodu. W supermarketach głównie królują takie cudeńka, których skład stawia włosy na głowie.

Przestudiowałam ją dwa razy i nie mogłam uwierzyć. Spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie :)

Szwajcarski bulion warzywny 150 g
Produkt bezglutenowy, nie zawiera drożdży, konserwantów, barwników, sztucznych aromatów, genetycznie modyfikowanych składników.
Skład: sól morska, hydrolizowane białko roślinne z soją, skrobia ziemniaczana, olej palmowy, warzywa 8% (seler, cebula, marchewka, por)
laktoza, przyprawy (kurkuma, biały pieprz, czosnek, buzdygan, gałka muszkatołowa), pietruszka, lubczyk.

Niemalże bulion idealny. No niestety nie dla wegan, bo zawiera mleko. Ale dla wszystkich, którzy są na wegetariańskiej czy bezglutenowej diecie jak najbardziej. 
Trochę mnie martwi fakt, że na pierwszym miejscu na liście składników figuruje sól morska. Niestety te buliony, które zawierają sól już tak mają.

Musiałam spróbować! Kupiłam jedno opakowanie. Skład bulionu jest bardzo istotny, ale dobrze jak idzie w parze ze smakiem.
Trzymałam się zaleceń widniejących na opakowaniu. Łyżeczka na szklankę wody.
Bulion jest naprawdę smaczny. Dobry punkt wyjścia do szybkiego ”rosołku” lub baza do pomidorowej

Co do soli i moich obaw, bulion jest słony, ale według mnie w takim stopniu jak być powinien. Cena też wydaje się przyzwoita 6.99 zł.

Oczywiście nic nie zastąpi domowego wywaru z warzyw, ale czasami po prostu z braku czasu trzeba skorzystać z szybszego rozwiązania.

Pomimo, że bulion "zatrzymał mnie" w sklepie kilka minut dłużej, do szkoły dotarłam na czas :)




13 komentarzy:

  1. Ostatnio często go widuje w sklepie (normalnie tylko rosół jest, a zimą barszcz czerwony też mają w takiej formie nad czym ubolewam bo uwielbiam barszcz a go zakupić nie mogę), ale jeszcze nie próbowałam, z chęcią go zakupie jak tylko skończą mi się kostki rosołowe z rossmanna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zazwyczaj używam kostek rosołowych z Rossmanna albo innych zależnie od asortymentu sklepu ze zdrową żywnością w którym robię zakupy. Ten z Biedronki zdecydowanie przypadł mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dostałam go od Ciebie i jest swietny. Dzieki RS

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz widzę, nie wiem czy u mnie taki jest, nie zauważyłam, jak będę koniecznie się rozejrzę

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie przyuważyłam w mojej Biedronce ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zwróciłam na niego uwagi w sklepie, ale możliwe, że to dlatego, ze unikam półek z takimi produktami. Ten bulion chętnie sprawdzę w swojej kuchni

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy go nie widziałam, ale też i nie szukałam, a w ogóle to chyba nigdy nie używałam gotowego bulionu :P Jakoś te produkty zawsze kojarzą mi się z dużą ilością soli w składzie, a ja mocno słonych dań wybitnie nie lubię...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że jest to sól morska a nie kamienna. Jedynie olej palmowy może wzbudzać jakieś kontrowersje.Generalnie not bad xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez wiele lat używałam soli morskiej. Byłam przekonana, oj jej wyższości nad solą kamienną. Jakiś czas temu dopadły mnie refleksje na ten temat. Przecież morza i oceany są nieźle zanieczyszczone, a tym samym sól też musi te zanieczyszczenia zawierać. Trochę poczytałam. Ostatnio książkę Julity Bator "Zamień chemię na jedzenie ", w której autorka również potwierdziła moje obawy co do soli morskiej. Teraz w mojej kuchni używam soli kamiennej naturalnej, ale częściej różowej himalajskiej.
      Co do oleju to się zgadzam nie jest najzdrowszym dodatkiem no i jeszcze karczowanie lasów deszczowych pod plantacje palmy olejowej :(

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. "Zamień chemię na jedzenie " czytałyśmy i również miałyśmy takie zdanie na temat soli. Jednak po przeczytaniu "Ukryte terapie" J. Zięby zmieniłyśmy zdanie. Generalnie Na temat pewnych kontrowersyjnych produktów nie da się mieć jednej "ślepej" opinii. Są publikację, które naszą tezę będą potwierdzać oraz negować. Podobnie jest właśnie z olejem palmowym. Można przeczytać mnóstwo przeciwstawnych pozycji/artykułów na jego temat ale każda ma w sobie coś co nas przekonuje. :)
      Uważamy, że głównie trzeba rozróżniać substancje szkodzące naszemu zdrowiu a te wyżej wymienione trzeba po prostu zastępować/ograniczać/dozować w rozsądnych ilościach :)

      Usuń
  9. Zdecydowanie zgadzam się :) Umiar i zdrowy rozsadek jest dobrym doradcą we wszystkim, również w doborze tego co znajduje się na naszym talerzu. Każdy z nas ma określone poglądy i przekonania, które czasami weryfikuje pod wpływem różnych publikacji czy opinii. Doskonale jest gdy poszukujemy i poszerzamy naszą wiedzę, bo to niewątpliwie wpływa na jakość i komfort naszego życia. Oczywiście nie można dać się zwariować. Popadanie w przesadę w żadnym względzie nie jest dobre. Wybory, których dokonujemy powinny być zgodne z własnymi przekonaniami.

    OdpowiedzUsuń